Przejdź do treści

Angelika Zanki

O lwie, który zniknął

[ENG, Polish below] The post traces back the fate of the “lion monument”, erected as a war memorial in Deutsch Krone in 1925, and toppled down in the postwar Wałcz. The author asks the question of the meanings inscribed into the monument by both, prewar German inhabitants of the town and postwar Polish inhabitants. She delves into the question of what was the aim of erecting war memorials, and what happened to the German heritage in the years following the incorporation of Central Pomerania into Poland.   


Wieczorem 11 listopada 2023 roku media obiegły zdjęcia lwa, który uciekł z cyrku niedaleko Rzymu. Zwierzę kluczyło po ulicach między zdezorientowanymi kierowcami. Szybko stało się też częścią memosfery (zdj. 1). Lwa złapano i odstawiono na miejsce, ale samo wydarzenie sprowokowało w końcu dyskusję: jak to możliwe, że w latach 20. XXI wieku we Włoszech nadal istnieją cyrki ze zwierzętami? Wędrujący po okolicy zagubiony lew przypomniał mi o innym lwie, który zniknął z miejsca, gdzie powinien się był znajdować: o lwie z pomnika, wzniesionego w 1925 roku w ówczesnym Deutsch Krone, dzisiejszym Wałczu. Miejscu, z którego kamienny lew wywędrował w połowie minionego wieku. Dokąd? Spróbujmy razem prześledzić jego losy, by znaleźć odpowiedź na pytanie, czy i ten lew może stać się przyczynkiem do dyskusji. A jeśli tak – to o czym?

Zdj. 1 Jeden z memów, które szybko obiegły sieć w związku z wiadomością o ucieczce lwa.

Część I opowieści o lwie, w której Wilibald wysyła pocztówkę, a Józef zastępuje Fryderyka

„Pomnikiem lwa” nazywano w powojennym Wałczu monument, którego oficjalną przedwojenną nazwą był „Graf-Schwerin-Denkmal”. Potocznie nazywano go jednak „Löwen-Denkmal”, co oznacza, że zarówno niemieccy mieszkańcy miejscowości przed 1945 rokiem, jak i polscy po 1945 roku, zwracali uwagę przede wszystkim na wieńczącą monument muskularną figurę lwa (zdj. 2). A jednak, kiedy w 1928 roku do mieszkającej niedaleko Chemnitz adresatki dociera pocztówka z Deutsch Krone z pomnikiem lwa, nie znajdziemy tam ani słowa opisu tego, co widoczne na rewersie. Zamiast tego, do serdecznych pozdrowień jej wuj Wilibald dołącza przeprosiny, że oboje z ciotką dawno się nie odzywali z powodu natłoku spraw zawodowych: Nie gniewaj się, że tak długo do Ciebie nie pisaliśmy, ale Ciotka nie zachodziła na pocztę, a mnie intensywnie pochłonęły sprawy zawodowe[1], zanotuje zielonym atramentem Wilibald Oeser, wysyłając pocztówkę w świat. Czy w związku z tym awers pocztówki nie był istotny? A jeśli tak, to czy dlatego, że „pomnik lwa” był znanym już elementem krajobrazu miasta, czy wręcz przeciwnie – i tak by nikomu nic nie powiedział? Warto zwrócić uwagę, że wizerunek na pocztówce to model, nie zaś faktyczny pomnik. Można więc tę sprawę interpretować na odwrót: pocztówka mogła stanowić rodzaj cegiełki, zakupionej by wesprzeć budowę pomnika, i wysłanej dopiero wtedy, gdy już bezpiecznie stał na miejscu. Wilibaldowi Oeserowi mogło więc na lwie zależeć – choć niekoniecznie musiał o tym pisać na rewersie.


Zdj. 2 Awers i rewers pocztówki, wysłanej przez Wilibalda Oesera z Deutsch Krone do krewnej zimą 1928 roku. Na awersie projekt “pomnika lwa”.

„Pomnik lwa” nie był – na co mogłaby wskazywać jego potoczna nazwa – pomnikiem wyłącznie alegorycznym, na którym postać zwierzęcia symbolizowałaby siłę i odwagę. Wzniesiono go ku czci poległych z konkretnej jednostki wojskowej. Nieprzypadkowo wybrano więc także miejsce jego ulokowania: przed murem koszar, na rogu dwóch ulic, dzisiaj noszących imiona Tadeusza Kościuszki i Józefa Piłsudskiego. Ulice te wielokrotnie zmieniały swoje nazwy i to nie tylko wyłącznie przy okazji polonizacji miasta po II wojnie światowej. Po dojściu nazistów do władzy w Niemczech, w latach 30. XX wieku wiele ulic, dotychczas noszących dość neutralne nazwy wskazujące na kierunek, w którym wiodły, lub inną geograficzną cechę charakterystyczną zostały zmienione na takie ściśle powiązane z nową władzą[2]. Zalecano, by upamiętniały wybitnych dowódców z frontów I wojny światowej, czasami jednak na nowych patronów ulic wskazywano osoby zasłużone dla reżimu nazistowskiego. I tak nowym patronem dotychczasowej Schlossmühlenstrasse (od Młynówki, potoku płynącego przez miasto) stał się Horst Wessel, „męczennik nazizmu”. Ten związany z NSDAP agitator zginął w nieszczęśliwym wypadku w 1930 roku, ale stał się dla propagandy nazistowskiej niezwykle poręczny: pieśń do słów jego autorstwa, „Horst-Wessel-Lied” grana była po hymnie państwowym aż do upadku III Rzeszy. Lustrzane odbicie takich praktyk widać już po wojnie i po pojawieniu się polskiej administracji. W ten sposób dzisiejsza ulica Piłsudskiego – niemiecka Friedrichstrasse, choć nie jest jasne, od którego Fryderyka została nazwana, a imię to nosiło wielu niemieckich władców – po wojnie nosiła początkowo imię Edwarda Osóbki-Morawskiego, przewodniczącego PKWN i Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, istotnej figury początków władzy komunistycznej w Polsce.

Część II opowieści o lwie, w której pewien feldmarszałek ginie pod Pragą a berliński rzeźbiarz przyjmuje dwa zlecenia

Skrzyżowanie wybrano nieprzypadkowo, bo tuż za plecami lew miał jednostkę wojskową, a w momencie powstania – kasyno oficerskie. Pomnik poświęcony został poległym z 14. pułku piechoty im. Grafa Schwerina, czyli 3. pomorskiego (niem. 3. Pommersches Infanterie-Regiment „Graf Schwerin” Nr. 14). Skomplikowaną historię samej jednostki pozostawmy historykom i historyczkom wojskowości[3] – dzieje łączenia pułków, powstawania nowych i przemieszczania ich po mapie Prus to zdecydowanie osobny temat i w niewielkim stopniu łączący się z „pomnikiem lwa”. Ograniczę się do podstawowych faktów.

Jednostka, powstała w trakcie wojen napoleońskich, w roku 1813, swoją nazwę – upamiętnioną na pomniku – zawdzięcza dopiero cesarzowi Wilhelmowi II. To on w 1889 roku wskazał „Grafa Schwerina” jako patrona jednostki. Chodziło o generała feldmarszałka Kurta Christopha von Schwerina, bohatera wojny siedmioletniej (1756-1763), poległego w bitwie pod Pragą. Żołnierze pułku brali kolejno udział w wielkich wojnach, targających Europą w XIX i XX wieku: napoleońskich, tłumieniu Wiosny Ludów, wojnach o zjednoczenie Niemiec i w końcu w I wojnie światowej, gdzie walczyli na froncie wschodnim, w Karpatach, i na froncie zachodnim, we Francji[4].

Zdj. 3 Detal z książki omawiającej historię jednostki w czasie I wojny światowej (Wartenburg, s. 239).

Po zakończeniu wojny, zimą 1918 roku, pułk został zdemobilizowany w Bydgoszczy (a właściwie jeszcze w Brombergu, bo Bydgoszcz w granicach niepodległej Polski znalazła się dopiero w styczniu 1920 roku). Szybko nastąpiła dalsza reorganizacja i tak tradycje „Grafa Schwerina” przejęły 9. i 10. kompania 4. pułku piechoty stacjonującego właśnie w Deutsch Krone. Stało się to latem 1921 roku. Nic więc dziwnego, że pomnik ku czci poległych z tej właśnie jednostki postanowiono ufundować w Deutsch Krone, mimo że sam pułk „Graf Schwerin” nie był dotąd bezpośrednio związany z miastem.

Pomniki poległym i zaginionym (niem. Kriegerdenkmäler) stawiano bowiem we wszystkich państwach zaangażowanych w I wojnę światową, choć w przypadku Niemiec miały one znaczenie nieco inne. Nie tylko pozwalały skanalizować żal po nieobecnych – ciał bowiem w większości nie ekshumowano, a pomniki wznoszono w miejscach, skąd byli polegli, lub do których przynależeli, tak jak w przypadku omawianego monumentu – i nadać sens pierwszej tak masowej śmierci na froncie[5]. Pomniki w Niemczech były bowiem również pomnikami wznoszonymi tym, którzy przegrali. Niosą o wiele więcej sensów, niż mogłoby się wydawać, więc warto uważne przyjrzeć się ich konstrukcji i ceremoniom otwarcia.

I tak, zlecenie na ten szczególny Kriegerdenkmal w Deutsch Krone – w mieście znajdował się już pomnik ku czci poległych w wojnie francusko-pruskiej z lat 70. XIX wieku, ale to opowieść na inną okazję – powierzono urodzonemu w Wiedniu, a pracującemu w Berlinie, rzeźbiarzowi Victorowi Heinrichowi Seifertowi. Miał on już wówczas za sobą kilka podobnych realizacji, m.in. w Dusznikach-Zdroju (wówczas Bad Reinerz), w Dennewitz w Brandenburgii czy w Lübben na Dolnych Łużycach. W sumie zrealizował on około czterdziestu tego typu pomników w różnych miastach ówczesnych Niemiec. W 1924 roku Seifert przyjął zlecenie nie tylko na pomnik w Deutsch Krone, ale także w jeszcze dalej wysuniętym punkcie na mapie „Niemieckiego Wschodu”, w Insterburgu, czyli dzisiejszym Czerniachowsku w obwodzie królewieckim – tam pomnik wieńczył z kolei orzeł. „Pomnik lwa” odsłonięto w Deutsch Krone uroczyście 10 maja 1925 roku. Od wojny minęło siedem lat.

Część III opowieści o lwie, w której Erich Böhme opowiada o Bydgoszczy

Wszystko zaczęło się od mszy polowej na dziedzińcu koszar z udziałem zaproszonych gości: przedstawicieli innych kompanii oraz delegacji weteranów I wojny światowej z okolicy[6]. Serię przemówień rozpoczął generał dywizji Erich Böhme, który dowodził pułkiem między styczniem 1916 a wrześniem 1917 roku. Miał on przede wszystkim podziękować twórcom pomnika – a zatem, jak możemy się domyślać, nie tylko autorowi, ale również wszystkim, których staraniem pojawił się on w mieście. Po nim głos zabrał generał piechoty graf Schwerin, potomek Kurta Christopha, patrona jednostki, której poległych upamiętniano. Na koniec generał dywizji Hans von Paris – w materiale określany jako „ostatni dowódca jednostki”, choć wydaje się, że to jednak pewna nieścisłość, von Paris stał na jej czele od maja 1914 do grudnia 1915 roku, będąc tym samym dowódcą z czasów wybuchu wojny, ostatnim dowódcą był raczej Ernst Thümmel – przekazał pomnik pod opiekę miastu. Z ramienia Deutsch Krone „pomnik lwa” przejął burmistrz Adolf Sperling – później twórca jednej z niemieckojęzycznych historii Deutsch Krone[7]. Wygłosił przy tym okolicznościową sentencję, że „Niemcy muszą żyć, nawet jeśli my będziemy musieli umrzeć”. Sformułowania tego typu często pojawiały się na samych pomnikach, będąc próbą nadania sensu ofierze poległych – członków przegranej armii.

W opisie tej uroczystości pojawia się kilka ciekawych kwestii. Po pierwsze, widać wyraźne próby łączenia poległych żołnierzy z żyjącymi towarzyszami. Wojskowy charakter odsłonięcia pomnika mocuje go nie tylko w „tu i teraz” roku 1925, ale także osadza go w przeszłości: obecność jednego ze Schwerinów nie jest przecież przypadkowa. Równocześnie jednak to miasto ma się zaopiekować pomnikiem – stoi on przed murem jednostki wojskowej, a nie bezpośrednio na jej terenie. Co ciekawe, Sperling, choć wiele miejsca w swojej „Geschichte des Kreises und der Stadt Deutsch Krone” poświęca związkom miasta z wojskiem – w pewnej chwili napisze nawet, że ogólna radość zapanowała w miasteczku, kiedy stało się miastem garnizonowym – o odsłonięciu pomnika, na którym był, nie pisze. Raczej nie dlatego, że nie obchodziła go kwestia upamiętniania I wojny światowej – bo, dla przykładu, tablicę w dzisiejszym Liceum Ogólnokształcącym im. Kazimierza Wielkiego, wówczas gimnazjum miejskiego, upamiętniającą poległych uczniów i absolwentów, opisuje nadzwyczaj szczegółowo[8].

Na przemówieniu Sperlinga uroczystość się jednak nie zakończyła. Przemawiał jeszcze Friedrich von Bülow, pierwszy nadprezydent (niem. Oberpräsident) z pobliskiej Schneidemühl (dzisiejszej Piły), odpowiednik wojewody. Właśnie w Pile od 1922 roku znajdowała się siedziba dość kontrowersyjnej dla wszystkich stron prowincji Grenzmark Posen-Westpreußen oraz rejencji pilskiej (Regierungsbezirk Schneidemühl), wchodzącej w jej skład. Uroczystość zakończyła się paradą wojskową.

A jak wyglądał sam pomnik? Możemy uwierzyć Erichowi Böhmemu, temu, który przemawiał pierwszy. W posłowiu do wspomnianej w jednym z przypisów książki grafa Wartenslebena, opisuje on pomnik następująco:

Pomnik naszych poległych towarzyszy w Deutsch Krone, […] przedstawia lwa na cokole patrzącego na zrabowany Bromberg [tj. przyłączoną do Polski w 1920 roku Bydgoszcz], po bokach [znajdują się] płaskorzeźby przedstawiające feldmarszałka hrabiego von Schwerina pod Pragą i szturmującą piechotę[9].

Na pocztówce od wuja Wilibalda, zaambarasowanego sprawami zawodowymi nadawcy z 1928 roku, widać projekt pomnika z profilu, a dzięki temu jedną ze wspomnianych przez Böhmego płaskorzeźb. Nacierający w ataku piechur podpisany jest „Schwerin Voran”, a więc komendą, by iść naprzód. Wiemy, że pomnik zorientowany był tyłem do jednostki, a zatem gdyby patrzeć na niego od przodu, ta płaskorzeźba znajdowałaby się po lewej stronie. Drugą ze wspomnianych płaskorzeźb, która znajdowałaby się po lewej stronie, widać z kolei na innej pocztówce z epoki. To postać trzymająca chorągiew, podpisana słowami „Feldmarschall / Graf v. Schwerin” (zdj. 4). Konstrukcję obsadzono zielenią pnącą się ku pomnikowi po niewielkim skosie.

Zdj. 4 Widok pomnika z przodu i z drugiej strony, na której znajdowała się płaskorzeżba z grafem Schwerinem. Źródło: Ponad granicami. Strona Muzeum Ziemi Wałeckiej, https://ponad.siteor.pl/pomnik–kamienny-lew-  

Cokół, posadowiony na dwuschodkowej podstawie, na wyższym schodku nosił wyrytą sentencję „Ihr Geist Lebt” (pol. „Ich duch żyje”). Była to kolejna z prób nadania sensu śmierci żołnierzy. Na najniższym schodku wykuto krzyż żelazny. Symbolika krzyża żelaznego odwoływała się do czasów wojen napoleońskich, kiedy pułk powstał – odznaczenia odlewać miano wówczas z żelaza, bo cenne kruszce poświęcano na fundusze wojskowe. Notabene, autorem wizerunku krzyża żelaznego był Karl Friedrich Schinkel, wybitny architekt, budowle projektu którego stoją nadal w okolicy Wałcza, np. dzisiejsze kościoły rzymskokatolickie: pw. Stanisława Kostki w Złotowie czy Podwyższenia Krzyża Świętego w Czaplinku.

Na zachowanych zdjęciach z epoki widać, że przód cokołu zajmował rozbudowany napis – trudny dziś do rozszyfrowania jedynie na podstawie zachowanych widoków z boku. Na samej górze znajdowało się odniesienie do upamiętnianej wojny, tj. „Weltkrieg 1914-1918” (pol. wojna światowa 1914-1918), kolejne napisy są już jednak nieczytelne. Na pomniku nie znajdowały się tablice z imionami i nazwiskami poległych[10]. Straty symbolizowała jedynie liczba 3793 oficerów, podoficerów i żołnierzy poległych w I wojnie światowej wypisana na cokole.

Pomnik wieńczyła natomiast muskularna figura lwa, od której wziął on swoją nazwę. Figura lwa na pomnikach ku czci poległych zwykle symbolizowała śmierć – gdy był to jednak lew śpiący. Ten wyraźnie czuwał, jakby tylko czekał na sposobną chwilę do ataku. Być może taki kształt tłumaczą słowa Böhmego o „zrabowanej Bydgoszczy”. Umieszczony na międzywojennym pograniczu lew nie śpi i nie leczy ran, ale jest w każdej chwili gotowy do nowej wojny.

Część IV opowieści o lwie, w której MSV Graf Schwerin Deutsch Krone traci bramkę, a Wałcz traci lwa

Pamięć o żołnierzach pielęgnowano pomimo likwidacji pułku i przejęcia jej tradycji przez inne jednostki. Dla przykładu, wojskowy klub piłkarski, założony w Deutsch Krone w 1930 roku nosił nazwę MSV (czyli Militärsportsverein, wojskowy klub sportowy) Graf Schwerin Deutsch Krone. W 1933 roku w związku ze zmianami w organizacji piłkarskiej ligi pomorskiej przeniesiono go do Greifswaldu. Tu zresztą przecinają się losy dwóch miast, w których prowadzimy badania w projekcie. Oto bowiem, próbując awansować do wyższej ligi, MSV Graf Schwerin poniósł porażkę z… SC (Sportsclub) Blücher Gollnow, czyli klubem z Goleniowa. Ten klub również nosił imię dowódcy wojskowego, tym razem z czasów napoleońskich, Gebharda Leberechta von Blüchera, również związanego z Pomorzem. SC Blücher Gollnow ledwo utrzymał się zresztą wtedy w nowej lidze, wyprzedzając jedynie VfL Stettin (Verein für Leibesübungen, Stowarzyszenie na rzecz Wychowania Fizycznego). Ten ostatni klub trenował między innymi na Sportplatz Preußen w ówczesnym Stettinie, który w Szczecinie zachował początkowo wojskowy charakter: pierwszym grywającym tam klubem powojennym był bowiem WKS Wiarus[11].

Jakie były losy samego pomnika po 1945 roku, kiedy Deutsch Krone stało się Wałczem? Wiele niemieckich pomników na “Ziemiach Odzyskanych” – zwłaszcza takich, których niemieckość była wyraźnie widoczna – było wówczas niszczonych. Przede wszystkim te, które stały w miejscach dobrze dostępnych, na widoku publicznym. Często zastępowano je upamiętnieniami polskimi, wykorzystując elementy z niemieckich pomników. Bywało jednak, że pomnik – zwłaszcza jeśli jego forma nie przywoływała od razu na myśl niemieckiej kultury, a tak było z lwem – pozbawiano części niosących znaczenie, na przykład napisów i tablic, i pozostawiano na miejscu. Wiele z takich upamiętnień zniknęło dopiero później, choćby w czasie obchodów Tysiąclecia państwa polskiego w latach 1960-1966, kiedy lokalne władze sumienniej przyglądały się miejscowemu krajobrazowi kulturowemu. Jak wyglądały więc powojenne losy lwa? 

Zdjęcia z epoki powojennej wskazują, że pomnik został ogołocony z tablic, a napisy zamalowano. Ostał się jednak wizerunek krzyża żelaznego. Jako wyraźny punkt w okolicy lew stał się dogodnym miejscem spotkań – a liczba zdjęć, które sobie pod nim robiono, wskazuje, że uznawano go za wartego uwiecznienia. Jego historia komplikuje się jednak, bo lew, tak samo jak ten żywy lew, od którego zaczęłam tę opowieść, znika. Kiedy? Tego dokładnie nie wiadomo. Rozmówcy wskazują, że zniknął gdzieś w latach 60. lub nawet 70. Na jego miejscu przez dłuższy czas stał kiosk (ponieważ prawo zabrania publikowania zdjęć obiektów wojskowych, nie publikuję zdjęcia skweru, na którym stał pomnik, ponieważ tuż za nim znajdują się budynki wojskowe).

Często wiąże się zniknięcie lwa z remontem stadionu miejskiego. Chętnie powtarzana opowieść brzmi tak, że lwa zakopano pod trybuną lub pod zniczem na stadionie, który znajduje się około trzystu pięćdziesięciu metrów dalej. Faktycznie – przedwojenny stadion znajdował się na dzisiejszej Bukowinie, natomiast w końcu lat 50. Zaczęto planować nowy stadion, położony w centrum Wałcza. Prace zaczęto w 1958 roku, a otwarto w Narodowe Święto Odrodzenia Polski, 22 lipca 1959 roku. Czy zatem koniec lat 50. przypieczętował los lwa? Czy faktycznie pod główną trybuną, gdzie kiedyś znajdował się znicz, spoczywa zaginiony lew?

Jeszcze inna chętnie powtarzana historia w interesujący sposób łączy niemiecką i polską pamięć o pomniku. W opowieści Ericha Böhmego, czujny lew miał patrzeć na wschód, ku „zrabowanej”, tj. przyłączonej do Polski, Bydgoszczy. Stąd cała jego postawa. Polscy mieszkańcy Wałcza przytaczają z kolei anegdotyczne uzasadnienie usunięcia lwa – miał on patrzeć na wschód, co z kolei odczytywano jako zagrożenie dla ZSRR, i to właśnie miało sprawić, że wydał się niebezpieczny. A w końcu zniknął.

Lew wędrujący po przedmieściach Rzymu wzbudził dyskusję o statusie zwierząt cyrkowych w dzisiejszych Włoszech. Historia wałeckiego lwa, od czasu do czasu pojawiająca się na forum publicznym, choćby w mediach społecznościowych, również wzbudza dyskusję, tyle że o statusie poniemieckiego dziedzictwa na tzw. Ziemiach Odzyskanych. „I komu to przeszkadzało?”, pyta od czasu do czasu rozżalony internauta.

Karolina Ćwiek-Rogalska


Wykorzystane źródła i literatura

[1] Sei nicht böse, daß wir dir so lange nicht schrieb(t)en aber Tante war so gar nicht auf dem Posten und ich selbst hatte dienstlich außerordentlich zu tun  Pocztówka wysłana w styczniu 1928 r. z Deutsch Krone do Aue im Erzgebirge. Źródło: Kriegerdenkmal – Deutsch Krone, https://ansichtskarten-lexikon.de/ak-163946.html, dostęp on-line 06.12.2023.

[2] Ebert, V. (2021). Koloniale Straßennamen: Benennungspraktiken im Kontext kolonialer Raumaneignung in der deutschen Metropole von 1884 bis 1945. De Gruyter, s. 171.

[3] Chronologiczne zmiany nie tylko tej, ale i innych pomorskich jednostek przedstawił Krister von Albedyll w Soldaten und Garnisonen in Pommern und im Bezirk des II Armee Korps, Stettin 1926, dostępne online: https://kpbc.umk.pl/Content/236544/PDF/Gromadzenie_POPC_018_01.pdf (dostęp 06.12.2023).

[4] Szczegółową historię jednostki w trakcie I wojny światowej przedstawił Herbert Alexander Graf von Wartensleben, w Das Infanterie-Regiment Graf Schwerin (3. Pomm.) Nr. 14 im Weltkriege 1914 – 1918, Berlin 1926. Dostępna on-line: https://tiny.pl/c8t5j (dostęp 06.12.2023).

[5] Więcej o pomnikach poległym, zob. Ćwiek-Rogalska, K., Karczewska, M. & Mrzygłód, I. “Na pamiątkę” czego i komu? Pomniki ku czci poległych i zaginionych w I wojnie światowej, komentarz naukowy do Katalogu pomników Pomorza Środkowego, dostępny on-line: https://ispan.waw.pl/pomniki-poleglych/komentarz/ (dostęp 06.12.2023).

[6] Opis uroczystości za „Deutsch Kroner und Schneidemuhler Heimatbrief“, August 1964, s. 14.

[7] Sperling, A. (2021). Geschichte des Kreises und der Stadt Deutsch Krone, (red). Soorholtz, T., Das Archiv.

[8] Tamże, s. 236-237.

[9] W oryg. Das Denkmal für unsere gefallenen Kameraden in Dt. Krone (…) trägt einen Löwen auf Sockel, mit dem Blick nach dem geraubten Bromberg, flankiert von Reliefs mit Feldmarschall Graf von Schwerin bei Prag und einem stürmenden Infanteristen. Herbert Alexander Graf von Wartensleben, Das Infanterie-Regiment…, dz. cyt., s. 190.

[10] Lista poległych zamieszczona jest jednak w przywoływanej książce Wartenslebena, ss. 201-238.

[11] Za pomoc w ustaleniu przed- i powojennych losów stadionu VfL Stettin dziękuję Karolinie Andrzejewskiej.


Chcesz zacytować ten post?

Ćwiek-Rogalska, K. (2023, listopad 30). O lwie, który zniknął. Spectral Recycling Research Blog. https://spectralrecycling.ispan.edu.pl/o-lwie-ktory-zniknal/

Ptaní se na Hadvigu – zápisky z terénního deníku

[ENG, Czech version below]  As for other members of our team, research stays in the field are part of Karin’s work. We usually go to two countries for longer periods of time. For Karin, it is northern Bohemia and central Slovakia, two regions where the German past is still palpable. The field stays are intense, but at the same time often lonely. Ethnographers write down not only what they find out but also their feelings and experiences. To get you familiar with this particular experience, this time we present an excerpt from Karin’s diary from her second stay in central Slovakia. One Saturday in October, she went to Hadviga, originally a large village where mostly German Slovaks used to live, but which after the war became depopulated. Today, there are only a few summer cottages. Karin traveled with E., whom she had met in Hadviga already in the summer.

Ignorovaná pamäť Slovenského národného povstania: marginalizácia násilia voči nemeckému civilnému obyvateľstvu a jej dôsledky

[ENG, Slovak version below] After the Warsaw Uprising, the Slovak National Uprising was the largest anti-Nazi insurrection in Central Europe. It is a crucial event in Slovak modern history as well as in the country’s culture of remembrance regarding WWII. As such it has its own museum and central memorial in Banská Bystrica, the center of the anti-Nazi resistance during the uprising. Even though the insurrection was suppressed in less than two months, it helped the Allies in the fight against Nazi Germany. Its significance on a moral and political level was central: part of the Slovak nation rose up against the authoritative regime of the First Slovak Republic, a client state of Nazi Germany, in order to restore democracy. However, it also has its negative aspects, such as the treatment of the German civilian population by the partisans. The most tragic event in this regard took place in the predominantly German village of Sklené / Glaserhau. On 21 September 1944, under the pretext of digging trenches, the partisans took about 300 men between 16 and 60 years of age from the village and shot 187 of them at the edge of a nearby forest. In 1994, 50 years later, a monument of the Sklené massacre was established on the mass grave of its victims. Nevertheless, as the historical narrative presented in the current exhibition in the Museum of the Slovak National Uprising shows, the memory of the violence against the German civilian population is being marginalized. This process enables far-right groups and political parties glorifying the First Slovak Republic to take over the memory of murdered Germans and in doing so also instrumentalize the narrative of the whole uprising.

Nový příspěvek na blogu (v češtině)! Josef Bubák Kunst und Bauschlosserei aneb tajemství německých nápisů

Po vyhnání německy mluvícího obyvatelstva v roce 1946 z mnoha oblastí, které jsou nyní součástí České republiky, měly zmizet i hmotné připomínky německé kultury. Karina Hoření, členka našeho týmu, která provádí etnografický výzkum v severních Čechách, ve svém blogovém příspěvku ukazuje, že připomínky německé kultury lze stále nalézt v českých městech a vesnicích. Jednou z těchto připomínek jsou německé nápisy na domech, které návštěvníky upozorňovaly na obchody nebo služby, jež již neexistují. Tyto nápisy zapadají do našeho výzkumného rámce hauntologie, protože připomínají traumatickou minulost, která měla zmizet.

Nový blogový příspěvek si můžete přečíst zde.

Josef Bubak Kunst und Bauschlosserei aneb tajemství německých nápisů

[ENG, Czech version below] After German-speaking inhabitants were expelled in 1946 from many regions of what is currently the Czech Republic, the material reminders of German culture were also to disappear. Karina Hoření, our team member who conducts ethnographic research in northern Bohemia, illustrates in her blogpost that reminders of German culture can still be found in Czech towns and villages. One of these reminders are German inscriptions on houses, which drew visitors‘ attention to shops or services that no longer exist. Such inscriptions fit into our research framework of hauntology because they are reminders of a traumatic past that was supposed to disappear.

O cmentarzach „poniemieckich” i (nie)pamięci historycznej „Ziem Odzyskanych”.

O cmentarzach „poniemieckich” i (nie)pamięci historycznej „Ziem Odzyskanych”.

After the so-called “Recovered Territories”, i.e. lands that were formerly German, became a part of the newly established Polish state in the aftermath of World War II the traces of the previous German culture had to be removed or recycled in a way fitting the new Polish historical narrative. Within this context, Michal Korhel provides an overview of how Polish authorities as well as the new population of the “Recovered Territories“ treated the formerly German cemeteries in Western Pomerania in Goleniów / Gollnow and surroundings. Were they destroyed or preserved? What do those places look like nowadays? He is especially interested in what happened to the German gravestones of the cemeteries located in the region.

Tým Spectral Recycling  na posterové sekci 16. kongresu Mezinárodní společnosti pro etnologii a folkloristiku (SIEF)

Takzvané posterové prezentace jsou již nedílnou součástí každého většího akademického kongresu. Akademický poster je zajímavý způsob, jak prezentovat svůj výzkum, ale může být také velmi složitý. Kolik textu je příliš mnoho? Je grafika poutavá? Pochopí příjemci náš koncept? To jsou jen některé z mnoha otázek, které jsme řešili při tvorbě našeho posteru na 16. kongres Mezinárodní společnosti pro etnologii a folklor (SIEF).

Rádi bychom vám krátce představili, jak jsme tyto otázky zpracovali:

Snažili jsme se použít co nejméně textu, protože poster je především vizuální prezentací. Zároveň jsme však chtěli, aby se diváci o našem projektu něco dozvěděli, a proto jsme přidali krátký odstavec se základními informacemi.

Hlavní část posteru tvoří grafika domečku pro panenky. Tento symbol představuje nejen bývalé německé domy, ale současně také předmět – dětskou hračku. Uvnitř domečku naleznete další předměty, které zanechali Němci a které byly znovu využity osídlenci v oblastech po vysídlení v Česku, Polsku a na Slovensku. Další předměty se nacházejí v „krajinném okolí“ domu.

Více informací o našem posteru naleznete zde.

Szklane pogranicze. Fotoesej

[ENG, Polish version below] To what extent are the works of art created before the radical change in 1945 still valid categories of description for the landscape of contemporary Polish-Czech borderlands? Karolina Ćwiek-Rogalska explores the possibilities of mutual commentary provided by the photos taken during her recent fieldwork and fragments of one of the plays by Gerhard Hauptmann, an obscure German author who used to live in Lower Silesia.

Druhé osobní setkání členů Spectral Recycling Teamu – Liberec

Tým Spectral Recycling měl plodné druhé osobní setkání v Liberci (Česká republika) ve dnech 30. dubna až 3. května 2023. Setkání bylo příležitostí sdílet výsledky jejich nedávného terénního výzkumu v různých regionech a zároveň objevit bohatou a složitou historii Liberce a jeho okolí. Bylo to zvlášť zajímavé, protože jedna z členek týmu, Karina Hoření, provádí českou část svého terénního výzkumu právě v Liberci.

V minulosti byl Liberec (německy Reichenberg) jedním z nejvýznamnějších průmyslových center Rakousko-Uherska a později Československa. Protože se nacházel v tzv. pohraničí, které bylo osídleno převážně německy mluvícím obyvatelstvem, byl důležitým městem i pro místní Němce. Navíc zde sídlilo několik vlivných rodin průmyslníků, jako byli Liebiegové a Ginzkeyové, kteří zanechali svou stopu na architektuře, ekonomice a kultuře města. Tým navštívil některá místa spojená s těmito rodinami, například starou Waldvillu, kterou kdysi vlastnil Heinrich von Liebieg a později sloužila jako sanatorium pro pacienty s tuberkulózou; bývalou továrnu na koberce Ignaze Ginzkeye, který revolucionalizoval kobercový průmysl využitím odpadní vlny a parního pohonu; a také hřbitov, kde jsou pohřbeni členové rodiny Porsche.

Tým se také dozvěděl více o spektrálním charakteru tohoto regionu, který byl formován několika vlnami migrace, vysídlení a nového osídlení. Členové týmu následovali stopy německy mluvícího obyvatelstva, které bylo z velké části vysídleno po druhé světové válce, a jehož přítomnost je dodnes patrná v městské krajině. Setkali se také s některými příklady recyklačních praktik nových obyvatel. Viděli, jak byly některé budovy, předměty a symboly znovu využity, přetvořeny nebo přehodnoceny v průběhu času, čímž vznikly nové významy a vzpomínky.

Setkání bylo cennou zkušeností pro členy týmu, kteří získali nové poznatky a perspektivy ke svým výzkumným tématům. Také si upevnili své vzájemné vztahy jako tým. Těší se na další setkání a pokračování své práce na odhalování spektrálních aspektů regionů střední Evropy, které byly zasaženy vysídlováním.

fotografie: Michal Korhel

Sprawdź innych autorów
  • Angelika Zanki
  • reddog